Baza firm promocja

 Szukaj Szukaj  Użytkownicy Użytkownicy  Statystyki Statystyki Rejestracja Rejestracja  ZalogujZaloguj

Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: Mathie
Sro Sty 21, 2009 15:09
Mieszkać - nie mieszkać - oto jest pytanie
Autor Wiadomość
Majka 
Administrator



Data ślubu: 19. 07. 2008
Pomogła: 2 razy
Wiek: 28
Dołączyła: 22 Gru 2007
Posty: 358
Skąd: Radom
Wysłany: Czw Sty 22, 2009 21:12   

Różne pieszczoty są dopuszczalne, byle kończyły się złożeniem nasienia w pochwie. Co kto robi wcześniej należy do jego i jego współmałżonka wyobraźni i pragnień. Myślę, że nie ma tu ograniczenia do pozycji klasycznej. No chyba, że mówimy o stosunku analnym, to faktycznie nie ma mowy o poczęciu i jest grzech.
 
 
 
renatkanuta 
Domownik


Data ślubu: 5 czerwca 2010
Pomogła: 1 raz
Wiek: 24
Dołączyła: 07 Kwi 2008
Posty: 1832
Skąd: Radom
Wysłany: Czw Sty 22, 2009 21:14   

a oralny sprawia mozliwośc zaplodnienia ? nie :) z reszta, gdzie jest w PŚ napisane ze rozne pieszczoty sa dopuszczalne ? a uzywajac okreslenia 'klasyczny seks' nie mialam na mysli pozycji, ale najzwyklejszej formy seksu czyli wprowadzenie czlonka do pochwy,.
_________________


Jesteś naszym największym sukcesem... :*
 
 
 
Majka 
Administrator



Data ślubu: 19. 07. 2008
Pomogła: 2 razy
Wiek: 28
Dołączyła: 22 Gru 2007
Posty: 358
Skąd: Radom
Wysłany: Czw Sty 22, 2009 21:20   

Oralny jako wstęp do "klasycznego" jest nazwijmy to OK. A Pismo Święte mówi o Miłości Boga do człowieka i opowiada historię zbawienia człowieka a nie wdaje się w szczegóły.
A poza tym polecam lekturę Pieśni Nad Pieśniami ze Starego Testamentu, jeśli już o Biblii mówimy. Tam jest piękny opis miłości małżonków...
 
 
 
agusia_najlepsz 
Lubię tu być


Data ślubu: 10.07.10
Wiek: 27
Dołączyła: 12 Lip 2008
Posty: 458
Skąd: Radom
Wysłany: Pią Sty 23, 2009 09:18   

Jak to czytam to mi się smiac chce. Czlowiek zostal stworzony m.in.do uprawiania seksu. Pozadanie to rzecz ludzka-ale jak widac nie kazdemu bylo/jest dane doznac takiego uczucia.Co niestety swiadczy albo o niedojrzalosci/zaburzeniu emocjonalności albo o tym,że z czlowiekiem jest cos nie tak. Jezeli przez pocalunek z ukochana osoba pojawia sie pozadanie potwierdza ono ze czlowiek jest w pelni normalny-ze do podniecenia, pozadania nie sa mu potrzebne masturbacje, gazetki, gadzety, pornosy. A jesli pocalunek obudzi w nas pozadanie nie oznacza ze od razu musimy sie kochac. Ale przeciez pozadanie to tez grzech...
_________________
 
 
 
Lusia 
Lubię tu być


Dołączyła: 01 Lut 2009
Posty: 240
Wysłany: Czw Lut 05, 2009 11:40   

sprowadzę rzecz do absurdu- jestem na studiach i mam współlokatorkę- czy to jest złe?czy gdyby była to nie koleżanka tylko współlokator czy to by było złe? a złe jest mieszkanie z narzeczonym który jest mi dużo bliższy niż koleżanka z roku?
 
 
Lusia 
Lubię tu być


Dołączyła: 01 Lut 2009
Posty: 240
Wysłany: Czw Lut 05, 2009 12:19   

dziwi mnie że temat ten został przeniesiony do tematu religia i wokół nauki kościoła katolickiego się obraca. chyba miała być wymiana doświadczeń i poglądów a nie wiary? o ile na początku były argumenty - mieszkam przed ślubem bo... i nie mieszkam przed ślubem bo... o tyle teraz to jest dysputa religijna. ja uważam wypowiedzi Mathiego i Majki jak jeden argument- jest to sprzeczne z wiarą katolicka- jest to napewno ważny argument dla każdego z nas. a inne argumenty merytoryczne?
ja nie mieszkam z moim narzeczonym choć chciałabym. póki co mieszkamy od siebie 100 km i dlatego bym chciała z nim mieszkać żeby móc się widywać kiedy tego potrzebujemy a nie kiedy możemy.
 
 
anecior 
Lubię tu być


Dołączyła: 10 Lis 2008
Posty: 293
Skąd: Lublin/Radom
Wysłany: Czw Lut 05, 2009 20:38   

Po pierwsze mieszkanie ze sobą przed slubem nie rowna się ze współzyciem.... Po drugie niech mi nikt nie mówi że nie mozna się powstrzymać od seksu śpiąc obok siebie bo to za przeproszeniem gówno prawda...dlaczego My potrafimy mieszkać ze sobą 2 lata, i powiedziec sobie - poczekamy do ślubu, w momencie kiedy już stosowalismy NPR, po prostu, chcemy poczekać i udaje się :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: i jestem z siebie i mojego narzeczonego DUMNA!!!!!!!!!!
 
 
viki 
Rozkręcam się


Dołączyła: 24 Sty 2009
Posty: 20
Wysłany: Sob Lut 07, 2009 18:28   

Jeśli mogę coś wtrącić w tym temacie to tylko dodam jedno:
Człowiek powinien żyć w zgodzie z własnym sumieniem. I polecam książkę K. Wojtyły "Miłość i odpowiedzialność". Zanalizował miłość w trzech aspektach: metafizycznym, psychologicznym oraz etycznym. W pierwszym aspekcie ukazuje miłość przez najistotniejsze elementy tego przeżycia, jakimi są: upodobanie, pożądanie oraz życzliwość. Aby miłość była wzajemna, dojrzała, musi dojść do stworzenia wspólnoty "my", do wzajemnego oddania osób. Tylko takie oddanie może być tworzywem międzyludzkiej wspólnoty, najgłębszym fundamentem miłości oblubieńczej, która uzyskuje swoją pełnię w małżeństwie. W aspekcie psychologicznym wyodrębnia dwa wątki miłości oblubieńczej: zmysłowy, nastawiony na wartość ciała, oraz uczuciowy, który ma charakter subiektywny, zacieśniony w miłości do przeżywania siebie samego. Obydwa wątki ograniczają miłość osób - - dlatego powinno się je pogłębiać o duchowe pierwiastki wolności i prawdy, albowiem "miłość jest zawsze jakąś sprawą wnętrza i sprawą ducha".
Ogląd miłości oblubieńczej w aspekcie etycznym stanowi scalenie wcześniej zarysowanych elementów i warstw miłości: jest ukazaniem miłości jako cnoty i wartości moralnej, zakotwiczonej w dobru osoby. Miłość będzie więc między innymi wzięciem na siebie autentycznej odpowiedzialności za drugą osobę, odpowiedzialności nie połowicznej, ale wyzwalającej wolę dawania, tworzenia dobra, uszczęśliwiania. "Jest to jakiś boski rys miłości - a zarazem źródło, z którego wypływają fundamentalne formy miłości. Do takich należy opanowanie pożądliwości ciała, subiektywizmu i egoizmu uczuciowości, aby stworzyć grunt, na którym rozwija się pełny sens czystości".
W miłości oblubieńczej akcentuje dalej " prawo daru", które nakazuje popędową sferę własnej zmysłowości i uczuciowości utrzymać w powściągliwości tak długo, dopóki nie ukształtuje się "obiektywna sytuacja" pozwalająca przekazać dar miłości drugiej osobie we współżyciu seksualnym. Tę obiektywną sytuację stwarza dopiero małżeństwo.

Buziaki! ;)
 
 
aneti87
Zadomawiam się



Wiek: 24
Dołączył: 14 Cze 2009
Posty: 106
Wysłany: Nie Cze 21, 2009 19:07   

Widze że temat zaowocował długa dyskusją:) ja dodam od siebie tyle - to jest kwestia własnych wartości, każdy ma swoje upodobania, swoje zdanie na ten temat, ja swoje zostawiam dla siebie:) A Lusia dobrze zauwazyła, że posty zdecydowanie wyszły poza temat, który tyczy sie mieszkania przed ślubema nie współzycia i zapatrywania się na tą kwestie kościoła. Ja chciałabym zamieszkać przed ślubem z moim Narzeczonym, bo te kilka godzin dziennie to dla nas zdecydowanie za mało...nic na to nie poradze że takie dwie papużkli nierozłaczki z nas:) kto wie, może nam się uda kiedyś:)
 
 
renatkanuta 
Domownik


Data ślubu: 5 czerwca 2010
Pomogła: 1 raz
Wiek: 24
Dołączyła: 07 Kwi 2008
Posty: 1832
Skąd: Radom
Wysłany: Nie Cze 21, 2009 23:17   

dokladnie sprawa wspólnego mieszkania czy seksu przed slubem to kwestia każdego z osobna. ciezko komus narzucic swoje zdanie, czy decyzje. Kazdy z nas zyje na swoj rachunek, tak wiec decydujemy sami za siebie. ja nie mam nic do ukrycia w tym temacie, stad moja wypowiedzi sa na forum. sprawa mieszkania ma 2 aspekty- fajnie, bo mozna sie 'sprawdzic', byc ze soba jak najwięcej czasu. aczkolwiek minusem jest to ze po slubie nie ma rytuału przeprowadzki. Ja juz odliczam dni kiedy zaczne pakowac manatki :D Fajnie jest wyjechac za granice razem. szkoła zycia i fantastyczny test dla zwiazku. Polecam- sprawdziłam osobiscie.
_________________


Jesteś naszym największym sukcesem... :*
 
 
 
Mathie 
Administrator



Data ślubu: 19 lipca 2008
Osoba prywatna
Wiek: 27
Dołączył: 10 Gru 2007
Posty: 447
Skąd: Radom
Wysłany: Pon Cze 22, 2009 08:54   

renatkanuta napisał/a:
aczkolwiek minusem jest to ze po slubie nie ma rytuału przeprowadzki. Ja juz odliczam dni kiedy zaczne pakowac manatki :D


Odniosę się do tego aspektu życia wspólnego przed ślubem. Rzeczywiście ludzie mieszkąjący razem pytani o to czy dużo się zmieniło w ich życiu po ślubie zazwyczaj mówią, że nie. Bo co ma się zmienić, jak mieszkali razem i nadal mieszkają, robili wszystkie rzeczy przed ślubem jak małżonkowie i nadal tak jest. Ta wspaniała noc jaką jest ślub i wesele nic nie zmienia w ich życiu tak naprawdę.

Ludzie pytali nas po ślubie, czy coś się zmieniło, czy widzimy jakieś różnice sugerując nam, że pewnie nic się nie zmieniło. Jednak ślub wiązał się u nas z wielkimi zmianami. Wspólne życie pod jednym dachem, wspólne zakupy, gotowanie, wychodzenie razem do pracy, współżycie. Wszystko było nowe i piękne. I pomimo tego, że jesteśmy prawie rok po ślubie to nie wypalamy się. Słyszę od ludzi z większym stażem małżeńskim: "zobaczycie później", stracicie tą radość z tych wszystkich czynności. Ale to są ci sami ludzie, którzy mieszkali razem przed ślubem i małżeństwo dla nich nie jest czymś nowym, pięknym. Wszystko jest u nich po staremu.

Dlatego uważam, że mieszkanie przed ślubem, pomijając już nawet współżycie nie jest dobrym posunięciem. Czy naprawdę nie możemy się powstrzymać tych kilku miesięcy przed zamieszkaniem, współżyciem i tym wszystkim co się wiąże z małżeństwem? Nie ma nic piękniejszego jak ślub i później wspólne życie. Jak najpierw jest wspólne życie, a później ślub to owocuje to nudą już na początku małżeństwa. Nie życzę tego nikomu, nie jest to pewnie regułą, ale na pewno ciężej jest wtedy o zaskoczenie i pogłębione doznania związane z wielką zmianą.
_________________
Zapraszam do rejestracji i wypowiadania się na forum

WeseleRadom na Facebooku! Zapraszamy.

 
 
 
pieguska 
Zadomawiam się


Data ślubu: 20.11.2010
Dołączyła: 11 Paź 2008
Posty: 121
Wysłany: Pon Cze 22, 2009 20:11   

hmm to co powiedzial Mathie: uwazam ze nie jest to zle posuniecie...dlaczego?dlatego ze: mieszkanie razem nie eleminuje faktu ze kazdy musi odpowiadac za siebie i za swoje sprawy osobno (chodzi mi o sprawy jakies urzedowe itp) w obliczu prawa, w pracy na studiach kazdy musi sam zadbac o wszytko....
powiem tak:
za miesiac wyjezdzam do swojego narzeczonego do Szkocji...trwamy w zwiazku na odleglosc od 2 lat...widujemy sie codziennie...ale przez kamerke....w sumie spedzilismy ze soba okolo 6 miesiecy- suma wszytkich moich wyjazdów i przyjazdów narzeczonego do Polski...teraz na szczescie jade na stale do szkocji i bedziemy razem mieszkac i zyć....i przyznam szczerze nie znam takiego slowa jak wypalenie w malzenstwie czy w zwiazku....to zalezy od tego jak kazdy pielegnuje swoj zwiazek....my przezylismy 2 lata bardzo ciezkiej proby...zycia na odleglosc...dlatego wypalenie grozi nam za conajmniej milion lat.....bo ciagle bedziemy sie cieszyc z tego ze WRESZCIE jestesmy razem...i oboje czekamy na nasz uypragniony dzien....i wiemy tez ze zycie po slubie bedzie zupelnie inne....wierzymy ze lepsze;) dla nas to ogromna roznica..i napewno ja wyczujemy...juz teraz zaczynamy czuc.....snujemy marzenia o wspolnym zyciu pod jednym nazwiskiem:) i o dzieciach...ktore sa najwiekszym spelnieniem malzenskiej milosci.....DLATEGO;) UWAZAM:) ZE PARY ŻYJĄCE RAZEM SWIADOMIE PRZED SLUBEM ZAUWAZA ROZNICE PRZED I PO SLUBIE W SWOIM ZYCIU:)WSZYSTKIM TEGO GORACO ZYCZE:)
_________________
 
 
Pani Reklama
Popatrzcie na mnie










Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Możesz załączać pliki na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - Mapa Forum
Ostatnie tematy


Reklama na forum