|
|
| Autor |
Wiadomość |
renatkanuta
Domownik


Data ślubu: 5 czerwca 2010
Pomogła: 1 raz Wiek: 24 Dołączyła: 07 Kwi 2008 Posty: 1832 Skąd: Radom
|
Wysłany: Wto Mar 31, 2009 19:33
|
|
|
|
Piegusko, zawsze jak oglądałam amerykańskie filmy bardzo mi sie to podobało- a zwyczaj ze tata, zaczerpniety jest ze starożytnosci, gdy ojcowie wybierali męza dla córki i 'oddawali ja' . dzis ma to troche inne znaczenie. jednak ostatnio po rozmowie z narzeczonym cieszymy się, ze wlasnie ta 'Drogą do Ołtarza- symbol początku Nowego Życia, Nowej Drogi' przekroczymy ramie w ramie razem ... Bardzo sie cieszę, ze tak postanowilismy A Wam wszystkim- zeby własnie ta droga była dla Was pieknym przeżyciem :* |
_________________
Jesteś naszym największym sukcesem... :*
 |
|
|
|
 |
pieguska
Zadomawiam się


Data ślubu: 20.11.2010
Dołączyła: 11 Paź 2008 Posty: 121
|
Wysłany: Sro Kwi 01, 2009 17:23
|
|
|
|
| :)dziekuje Renatkanutka, podejrzewalam ze ta tradycja ma gdzies swoj poczatek ale nie wiedzialam gdzie;)my z narzeczonym równiez idziemy razem...bo to w progu kościola podejmujemy decyzje o wspolnej odpowiedzialnosci za nasza przyszlosc...i chcemy razem stawic jej czola....dlatego do oltarza idziemy razem:)i dolaczam sie do zyczen przedmowczyni:) |
_________________
 |
|
|
|
 |
andzik1109
Lubię tu być


Wiek: 24 Dołączył: 16 Sie 2008 Posty: 207
|
Wysłany: Sro Kwi 01, 2009 20:06
|
|
|
|
szczerze trzeba przyznać, której dziewczynie nie marzy się aby tata poprowadził ją do ołtarza. mi również bardzo to się podoba, ale jednak zdecydowaliśmy, że razem z narzeczonym pójdziemy do ołtarza jak nowa Droga Życia.
byliśmy w październiku na weselu, gdzie pani młoda została poprowadzona do ołtarza przez tatę ponieważ jej przyszły mąż złamał nogę i nie mógł zbytnio chodzić (niestety nawet nie przeniósł żony przez próg). ładnie to wyglądało ale jednak wolimy razem iść - jak przez życie. |
_________________
 |
|
|
|
 |
ella
Zadomawiam się


Dołączyła: 11 Gru 2008 Posty: 123
|
Wysłany: Czw Kwi 02, 2009 11:09
|
|
|
|
| ja chyba jestem bardziej konserwatywna pod tym względem. takie miesznie tradycji naszych z zagraniczynymi. wydaje mi się że u nas funkcję "oddania" spełnia błogosławieństwo którego nie ma w USA i tam młodzi w dniu ślubu dopiero sie widzą przed ołtarzem a u nas jest jeszcze własnie błogosławieństwo i od tego momentu juz wspólny przyjazd pod kościół i takze wspólnie przez kościół iść. |
|
|
|
 |
anecior
Lubię tu być


Dołączyła: 10 Lis 2008 Posty: 293 Skąd: Lublin/Radom
|
Wysłany: Czw Kwi 02, 2009 16:46
|
|
|
|
Też nadal mam z tym problem.. Z jednej strony tak jak napisał ktoś wyżej - której dziewczynie nie marzy sie żeby ja tata do ołtarza zaprowadził - ale z tym wydarzeniem łaćzy się wiele ceregieli...Moja świadkowa wyczytała gdzieś że to z innego obrządku, i że nie w kazdym Kościele sie zgodzą...
Fajnie jak np 3 księży wychodzi po młoda parę, (szczególnie jesli sa zaprzyjaźnieni), wtedy idzie się tak dumnie i wogole.
Ale nie zgodzę sie z tym że idąc DO ołtarza idzie sie juz nową drogą życia... Nowa droga zycia zaczyna się wtedy kiedy powiemy sobie TAK, i zakończy się ceremonia zaslubin, wtedy odchodząc OD ołtarza idziemy nową drogą życia...
Dlatego tez myslę że ojciec jako pierwszy wzór, model męskości swojej córki, jej mentor, autorytet i ktoś komu ufa i wie że może zawsze na niego liczyć, powinien oddać ją pod opiekę innemu mężczyźnie....
Moje zdanie...
Ale jak ja jeszcze zrobię to nie wiem;)
Okaże sie za kilka miesięcy;);););) |
_________________
 |
|
|
|
 |
renatkanuta
Domownik


Data ślubu: 5 czerwca 2010
Pomogła: 1 raz Wiek: 24 Dołączyła: 07 Kwi 2008 Posty: 1832 Skąd: Radom
|
Wysłany: Czw Kwi 02, 2009 20:04
|
|
|
|
hmm no widzisz, a dla mnie pierwsze wspolne Kroki do Ołtarza to juz początek Wspolnej Drogi Zyciowej. a z tego powodu, ze podjęłam z Narzeczonym bardzo wazną decyzje, ze chce się z Nim zestarzec, spędzic kazdy nas dzień mojego zycia z Nim, w doli i niedoli az do ostatniego uderzenia serca.... i te kilka - kilkanascie kroków sa pieknym, podniosłym wstepem do pozniejszego zycia. I idziemy tak RAZEM, tak bliscy połaczenia na zawsze, a jednak jeszcze 'osobno' ... zdecydowani byc ze sobą na zawsze, z usmiechem na ustach i w sercu.
a co do księzy, to mnie sie to bardzo nie podoba pomimo tego, ze slubu bedzie Nam udzielal Nasz przyjaciel Ksiądz, to pierwsze Kroki do Ołtarza, chcemy stawiac sami. tak jak w zyciu nie chcemy byc prowadzeni przez nikogo innego, tak i do ołtarza sami chcemy isc - bez księzy, bez ministrantów... dla mnie to troche 'wzor' pozniejszego zycia, ze sami, zdani sami na siebie radzimy sobie w zyciu, bez udziału osob trzecich no ale to rowniez tylko moja i Mojego Narzeczonego opinia, zdaje sobie sprawe, ze znajda se tutaj zwolennicy asysty Księzy w drodze do Ołtarza
na wielu slubach widzialam malutkie dziecko- tzn chodzące juz - ktore niesie obrączki młodym, To rowniez mi sie nie podoba- chyba ze np dziewczyna miała dziecko przed slubem to wtedy tak, natomiast jak ani ja ani Mój Narzeczony nie mamy dzieci, to nei chce zeby dziecko nam niosło obrączki co innego jakby to było nasze ;PP |
_________________
Jesteś naszym największym sukcesem... :*
 |
|
|
|
 |
i.t.d.
Znam tu każdy kąt


Data ślubu: 14.05.2011
Wiek: 29 Dołączyła: 20 Lut 2010 Posty: 726 Skąd: Radom
|
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 15:51
|
|
|
|
Mam pytanie do dziewczyn które są już że tam powiem "po drugiej stronie rzeki" czy tata faktycznie prowadził was do ołtarza? i jak goście reagowali? bo ja np. bym chciala żeby ojciec mnie poprowadził ale on konserwatywny pod tym względem i sie oburza strasznie jak o tym wspominam. Powiedział co prawda że jak sie uprę no to sie zgodzi ale na siłę to żadna frajda. Także choć bym chciała to chyba raczej nic z tego |
|
|
|
 |
renatkanuta
Domownik


Data ślubu: 5 czerwca 2010
Pomogła: 1 raz Wiek: 24 Dołączyła: 07 Kwi 2008 Posty: 1832 Skąd: Radom
|
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 15:52
|
|
|
|
myslalam ze bedzie dumny. mnie tata nie prowadzil bo mój nie zyje. ale i tak chcielismy iśc razem do ołtarza.. choc jak tata prowadzi ma swój urok.
wiem ze Darci i Anecior ojcowie prowadzili ;-) |
_________________
Jesteś naszym największym sukcesem... :*
 |
|
|
|
 |
i.t.d.
Znam tu każdy kąt


Data ślubu: 14.05.2011
Wiek: 29 Dołączyła: 20 Lut 2010 Posty: 726 Skąd: Radom
|
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 16:25
|
|
|
|
no ja też myślałam że sie ucieszy a ten sie prawie obraził zmuszać go nie mam zamiaru ale troche mi szkoda bo uważam że to ładny zwyczaj (choć nie nasz) |
|
|
|
 |
anecior
Lubię tu być


Dołączyła: 10 Lis 2008 Posty: 293 Skąd: Lublin/Radom
|
Wysłany: Pon Kwi 04, 2011 18:33
|
|
|
|
No właśnie mnie tatuś prowadził - jak zareagował.... na początku tylko o tym wspominałam, a po zaręczynach bylo juz o tym glośno. Mama moja bardzo obawiala sie reakcji gości itp, ale mi było wszytko jedno;p Tata bardzo sie stresowal, nawet wzruszał, spisal sie wzorowo, byl czuły, dystyngowany jak Ojciec Panny Mlodej - ja czulam się wyjątkowo i tata również;) Goście byli zaszokowani, ale bardzo pozytywnie, z lekką nutka zazdrości. Nawet niedawno kolezanka powiedziala mi że to był idealny ślub i tak wyobraża sobie swój;) To jest przełomowy moment - ale najwazniejsze że wyszlo fantastycznie;)
Dlatego przekonuj tate że to nie jest zlamanie zasad konserwatyzmu (może przypomnij Mu je -rodzina!!!), dlatego uwazam że jak Mu przekazesz że jest to dla Ciebie bardzo wazne to przemysli i się zgodzi;) |
_________________
 |
|
|
|
 |
luizap
Znam tu każdy kąt


Data ślubu: 20.08.2011
Wiek: 30 Dołączyła: 15 Lis 2010 Posty: 770
|
Wysłany: Sro Kwi 06, 2011 08:16
|
|
|
|
| i.t.d. teraz moze jest oburzony ale moze im bardziej sie do tej myśli będzie przyzwyczajał tym będzie bardziej zadowolony i doceni że chcesz by cie poprowadził do ołtarza. |
|
|
|
 |
i.t.d.
Znam tu każdy kąt


Data ślubu: 14.05.2011
Wiek: 29 Dołączyła: 20 Lut 2010 Posty: 726 Skąd: Radom
|
Wysłany: Sro Kwi 06, 2011 08:47
|
|
|
|
mój tata to jest taki 'mruk' lubi siedzieć w kącie żeby go widać nie było i takie atrakcje podnoszą mu ciśnienie ale zobaczymy |
|
|
|
 |
Pani Reklama Popatrzcie na mnie

|
|
|
|